baner2018 5m

Konkurs na relację – rozstrzygnięcie

Ilość wyświetleń: 3309 - Dodano: poniedziałek, 31 marca 2014 13:44

Konkurs na relację – rozstrzygnięcie

Bardzo dziękujemy wszystkim za udział w naszym konkursie na osobistą relację z ostatnich Kolosów. W tym roku byliśmy bardziej niezdecydowani niż Kapituła i postanowiliśmy nagrodzić ex equo dwie osoby: Agatę Głowacką i Annę Szymiec. Gratulujemy!

         

Agata Głowacka, "Kolosy 2014":

            

Kolosy? A co to takiego?

        

Mój chłopak powiedział: „Zabieram Cię na Kolosy”. Wytłumaczył – trzy dniowy event, z prezentacjami o podróżach. Acha. Zorganizował dojazd w miłym towarzystwie i nocleg i czas. Idealnie.

         

Jednak lenistwo to zguba ludzkości. Dwa dni przed wyjazdem do Gdyni byłam bardzo zmęczona. Kolejny weekend poza domem. Myśli w głowie kuszą. Wyobrażenie o pozostaniu w rodzinnych czterech ścianach i po prostu byciu i odpoczynku, o, nawet nie wiem, ucieczka od pędu po prostu.

            

Postanowiłam. W te dwa dni (stety-niestety tylko sobota i niedziela na Kolosach), że zapomnę o pisaniu pracy licencjackiej, o tym o, co się martwię codziennie, co będzie w przyszłości, przestanę spinać poślady i po prostu będę się dobrze bawić. Jak postanowiłam, tak zrobiłam.

          

Sobota. Wstajemy. Śniadanie. I czy wspólnie, czy oddzielnie, i czy na ciepło, czy na zimno. Wszyscy po kolei korzystają z prysznica. Czas ucieka. Ale co tam. Ja, mój chłopak Paweł i kolega nasz Maciek idziemy na spacer. Z mieszkania, w którym się zatrzymaliśmy, na Arenę szybkim krokiem jakieś 15 minut. Nam zebrało się około godziny. Ale za to widzieliśmy morze. W końcu piękna wiosenna pogoda była.

         

Doszliśmy na miejsce. I zdziwienie. Kolejka?! Na początku ludzie mówią, że stoją tylko 25 minut. My staliśmy ponad godzinę. Ale warto było. To nasz taki chrzest. Pierwsze Kolosy i przychodzimy na 13.

           

Weszliśmy akurat po pierwszej przerwie. Miejsce było magiczne. Różniło się od wykładów na uczelni. A i ludzie tam obecni nie byli jak typowi studenci. W każdym gotowała się pasja. Było po prostu widać, mimo śpiących ludzi po kątach, że każdego naprawdę interesuje to, co widać na ekranie i słychać w głośnikach.

        

Kilka historii z podróży otworzyło na chwilę moje serce.

      

Szalony, wesoły pan podróżuje z Grażynką, żółtą dmuchaną kaczką. Kto by pomyślał, że bohater z filmu Mitty, żyje naprawdę. I że Amerykę Południową może przejechać na wózku sklepowym, rolkach czy taczce? I to jeszcze z poczuciem humoru?

           

Himalaje na czterech łapach, czyli jak wychować wilka - jakoś najczęściej wspominam tę historię. Widzę w niej miłość i to, że niemożliwie staje się możliwie, jeśli sami w to uwierzymy!

         

Cztery lata w podróży po to, by odkryć samego siebie. Tego życzę każdemu, a przede wszystkim sobie. Odwaga i życie z dnia na dzień, wzruszająca historia do łez.

        

Czterech niedoświadczonych, podczas kryzysu wieku średniego, pokonuje kajakami rzekę w Afryce. A wesołe te chłopaki. Też wierzyli i zrobili.

         

Babeczka postanowiła pojeździć rowerem po Kamczatce. Czemu nie? Aj i kocha niedźwiedzie i świstaki. Zaimponowała mi ta pani do granic możliwości. Ona sama. Dzicz. Rower. Nieznane. A ja się bałam jeździć stopem z chłopakiem.

         

I tak minął dzień pierwszy dnia drugiego. Emocje, kupa emocji i fascynacja wiarą i odwagą ludzi w ich własne marzenia, które już nie są tylko marzeniami.

        

Niedziela też była magiczna, ten wewnętrzny spokój, który miałam w sobie tego dnia na Kolosach jest u mnie rzadkością. Ale cenię ten moment bardzo. Ach i tego dnia nie staliśmy w kolejce. Bo już nauczeni z dnia poprzedniego, grzecznie, po śniadaniu na zimno, po dziewiątej byliśmy w środku, na miejscu.

         

Całe Kolosy - coś we mnie zmieniły. Chyba zrozumiałam, że kocham podróże, i też bardzo chcę odnaleźć siebie. I widzę, że mój chłopak jest chyba bardziej uparty ode mnie. Bo zabierając mnie na Kolosy udowodnił, że i nawet ja mogę polubić stopa i zapragnąć całe wakacje spędzić zwiedzając świat, poznając różne kultury, jeździć stopem.

       

A tak się bałam. A zobaczyłam, że można. Bez doświadczenia. Z wiarą i odwagą. Żyć pełnią życia. I nie wiem, jak to możliwe, że przed wyjazdem chciałam zostać w domu.

        

*****

       

Anna Szymiec, "O Kolosach słów kilka":

         

W tym roku starałam się wycisnąć z Kolosów, ile tylko się da! W hali Gdynia Arena spędziłam zdecydowanie większą część tego weekendu, łapczywie chłonąc podróżnicze wspomnienia prelegentów.

        

U mnie wyglądało to tak: jesteś na miejscu przed czasem, żeby znaleźć jakieś dobre miejsce. Masz ze sobą wielką torbę, a w niej notatnik i jedzenie na cały dzień. Przychodzisz sama, bo z reguły nikt z Twoich znajomych nie jest aż takim desperatem, który w tej dacie rzuca wszystko i ustawia swoje obowiązki pod Kolosy. Siadasz i z ekscytacją czekasz na rozpoczęcie, zastanawiając się, jakie fascynujące historie będzie ci dane dzisiaj poznać, zaglądając jednocześnie do papierowego programu imprezy.

        

Punktualnie o 10:15 następuje oficjalne otwarcie OSPŻiA! Pierwsza prelekcja, za chwilę druga, trzecia i tak do wieczora. Czas płynie jakby szybciej i mimo tego, że od siedzenia na twardym krześle boli cię już tyłek, słuchasz wszystkiego niemalże z zapartym tchem. Poza tym, po ciemku, przy przygaszonym świetle, robisz notatki, zapisujesz warte uwagi cytaty, ciekawe szczegóły z opowiadań podróżników. A było tego naprawdę wiele.

     

(...)

         

Czułam się trochę tak, jakbym sama uczestniczyła w tych wyprawach. Trudno jest to opisać, bo po prostu najlepiej jest być tam i słuchać na żywo, oglądając zdjęcia i filmy wyświetlane na ogromnym ekranie. Fenomen tego wydarzenia to wspaniała atmosfera. Wypełniona słuchaczami po brzegi gdyńska Arena przeżywa to wszystko niczym jeden organizm – nagle wybucha gromkim śmiechem albo rozbrzmiewa oklaskami, ponieważ żartów, zabawnych historii i poruszających momentów nie brakuje. Przychodzą wszyscy: rodzice z niemowlętami na rękach, nastolatki i osoby starsze (w zeszłym roku pewna sędziwa kobieta siedząca obok mnie opowiadała w czasie prelekcji własne historie i częstowała mnie miętówkami – ostatecznie wybaczyłam jej to gadulstwo. Jestem jednak zmuszona wspomnieć o jednym, ogromnym minusie Kolosów – czyli o gigantycznej kolejce do wejścia w godzinach popołudniowych. Historia się powtarza od kilku lat. Cieszy fakt, że ludzi ciekawych świata jest coraz więcej i w związku z tym z roku na rok wzrasta zainteresowanie OSPŻiA, jednak dobrym rozwiązaniem byłoby chyba zorganizowanie kolejnej imprezy w miejscu, które pomieściłoby większą ilość osób.

            

Chciałabym wspomnieć o tych prezentacjach, które najbardziej zapadły mi w pamięć – a i tak stanowią one jedynie cząstkę tych najbardziej poruszających. Była to między innymi historia Damiana Wolfa Wagabundy – młodego chłopaka, który zostawił wszystko w tyle, zabierając ze sobą tylko kilka ubrań, namiot i kamerę, aby w ciągu 181 dni samotnie przemierzyć Amerykę Południową. Nakręcił świetny film, w którym pokazał nie tylko piękne widoki. W podróży poznawał miejscowych, ale też Marię z Francji, która, podobnie jak on, podróżowała samotnie autostopem (jestem pełna podziwu dla takich dziewczyn za ich odwagę!). Damian stwierdził, że „my sami tworzymy swój świat. Ludzie chodzą ścieżkami bezpiecznymi (...). A co, jeśli nie byłoby pieniędzy? Czy robilibyście to, co robicie? Czy człowiek potrafi zwolnić i nacieszyć się tym, co naprawdę ważne? Uśmiechnąć się?”, natomiast swoją wyprawę traktuje jako rodzaj pielgrzymki, zbliżenia do Boga. Słowa Damiana podsumowujące tę wyprawę były dla mnie kolejnym elementem przyprawiającym o gęsią skórę: „Warto wyjeżdżać, chociażby po to, by potem wrócić. Co mi dała ta wyprawa? Chodziło o wędrówkę, bycie w drodze. O poszukiwanie, ale niekoniecznie znalezienie. Każdy z nas ma swoją drogę. Musi coś robić, by ocalić swoją duszę”. Osobiście uważam, że to właśnie jest doskonale ujęta kwintesencja podróżowania.

        

(...)

           

Dużo można by jeszcze opowiadać o podróżnikach i ich wyczynach, nie wspominając już o alpinistach, żeglarzach i grotołazach (sama nigdy bym się nie odważyła na wspinaczkę górską czy eksplorację jaskiń). Myślę, że stanowią wspaniały wzór do naśladowania. Każdy powinien robić w życiu to, co kocha i realizować swoje marzenia. Życzę tego sobie i wam! Bądźmy ciekawi świata i otwarci wobec ras i kultur odmiennych od naszych.

         

         

Przypominamy, że nagrodami w konkursie na najlepszą relację z Kolosów 2013 były książki Pokolenie Kolosów