DSC 9837m1

Pech Strzeżysza i pierwszy miesiąc Doby

Ilość wyświetleń: 4426 - Dodano: środa, 06 listopada 2013 17:04

Pech Strzeżysza i pierwszy miesiąc Doby

Garść informacji z wypraw, które najpilniej śledzimy tej jesieni. Piotr Strzeżysz niestety złamał kolano i, choć próbował (!), nie dał rady zbyt długo pedałować jedną nogą. Wraca do Polski. Z kolei Olkowi Dobie właśnie stuknął pierwszy miesiąc na Atlantyku. Dwa dni temu minął Wyspy Kanaryjskie. Najbliższy ląd za dwa i pół tysiąca mil morskich

Strzeżysz: - Jechałem, spoglądałem, myślałem, nawet nie wiem, jak to się stało, jebut, i ocknąłem się na ziemi, z puchnącym w oczach kolanem. Bo przecież nie może być ciągle za łatwo, zbyt upojnie, zbyt pięknie. (Mamo, nie gniewaj się, naprawdę nie jechałem jak szatan). Może potrącił mnie ośmioosiowy czołg, a może tylko zadrasnęła myśl, wszystko jedno, co to było, jakoś nie mogę oprzeć się wrażeniu, że właśnie takie było tego dnia przeznaczenie.
Feralny upadek miał miejsce pod koniec października, niedługo po tym, jak Strzeżysz opuścił Kanadę i wjechał na teren Stanów Zjednoczonych. Przez kilka dni łudził się jeszcze, że to tylko stłuczenie, ale jednak w tym przypadku rzeczywistość oparła się sile jego wyobraźni. Noga puchła. Resztek nadziei pozbawił Piotra lekarz. Trzeba wracać.


Więcej: onthebike.pl

Strzeżysz opuszcza więc Amerykę, natomiast Olek Doba nadal wytrwale wiosłuje w jej kierunku. Po miesiącu wyprawy (minął wczoraj) ma za sobą przebyte 1122 mile morskie i znajduje się w swoim kajaku dokładnie 870 mil morskich w linii prostej od Lizbony, z której wystartował. Jak na razie wszystko idzie zgodnie z planem. Do mety na Florydzie zostało Olkowi jeszcze co najmniej 3500 mil morskich, czyli, lekko licząc, trzy miesiące wiosłowania.
Doba (relacja z 4 listopda): - Po minięciu Wysp Kanaryjskich nie mam już możliwości powrotu na wschód, pod wiatr. Mogę tylko płynąć na zachód, w stronę, gdzie najbliższy ląd, Antyle, jest odległy o 2500 mil morskich. Jestem gotowy do tego zadania, choć jest kilka uciążliwości. W dzień kajak na falach jest dzielny, ale w nocy, gdy sternik zaśnie, po chwili budzi go walenie grzywaczy w burtę. Kurs udaje się utrzymać bardzo krótko. Wymaga częstej korekty przez całą dobę.
Nieustannie trzymamy kciuki.

 
Więcej: aleksanderdoba.pl