DSC 9837m1

Gra w stylu alpejskim

Ilość wyświetleń: 36384 - Dodano: niedziela, 05 lutego 2012 13:39

Gra w stylu alpejskim

Piotr Morawski był bez wątpienia najwybitniejszym polskim himalaistą młodego pokolenia, który stylem przejść i coraz ambitniejszymi celami, jakie obierał, nawiązał do największych sukcesów polskiego himalaizmu lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku

    

Swój wielki talent do wspinania w górach wysokich Piotr udowodnił już podczas pierwszej wyprawy na siedmiotysięcznik Chan Tengri w Tien-szanie, który w 2001 r. zdobył wspólnie z Marcinem Kaczkanem. Później przyszły nieudane wyprawy, które jednak – mimo braku sukcesu indywidualnego lub zespołowego – utwierdziły Piotra w przekonaniu, że góry najwyższe są jego największą pasją. Pierwszą była próba wejścia na Pik Pobiedy w 2002 r., podjęta w zespole z Marcinem Kaczkanem (który ostatecznie wszedł na ten szczyt samotnie), potem zaś udział w zimowej wyprawie na K2 w 2003 r., podczas której Morawski w zespole z Denisem Urubko ustanowił zimowy rekord wysokości na tym szczycie (7630 m) .
     
Lata 2004-2005 to kolejne zimowe potyczki z innym niezdobytym o tej porze roku himalajskim gigantem – Sziszapangmą. Pierwsza, podjęta w styczniu 2004 r. wraz z Włochem Simone Moro, zakończyła się na wysokości 7700 m. Do szczytu zabrakło niewiele i zespół wiedział, że wróci na tę górę za rok. Tak też się stało, a wytrwałość i konsekwentne dążenie do wyznaczonego celu zostały nagrodzone największym sukcesem w karierze himalajskiej Morawskiego – pierwszym zimowym wejściem na Sziszapangmę, dokonanym wraz z Simone Moro 14 stycznia 2005 r. Za to osiągnięcie uczestnicy polskiej części wyprawy otrzymali Kolosa w kategorii "Alpinizm".

    

    

Rok później Piotr wziął w udział w projekcie Piotra Pustelnika „Tryptyk Himalajski”. Wówczas po raz pierwszy połączył siły z pomysłodawcą tych wypraw oraz Słowakiem Peterem Hamorem, których śmiało można określić najważniejszymi partnerami górskimi w jego karierze. Pierwszy z celów w ramach "Tryptyku" – najniższy ośmiotysięcznik Czo Oju – zdobył wraz z Hamorem. Bezpośrednio spod tego tybetańskiego szczytu członkowie wyprawy udali się do Nepalu pod południową ścianę Annapurny, którą zamierzali przejść trudną drogą Boningtona. Drogę udało się powtórzyć, chociaż tylko Hamor stanął na głównym wierzchołku ośmiotysięcznika, a Morawski wraz z Pustelnikiem osiągnęli niższy o osiemdziesiąt metrów wierzchołek wschodni. Pamiętnym epizodem wyprawy była zakończona powodzeniem walka o uratowanie chorego na ślepotę śnieżną Tybetańczyka, którą stoczyli dwaj Piotrowie. Latem tego samego roku miała miejsce trzecia odsłona "Tryptyku" – tym razem na Broad Peak w Karakorum, który Morawski zdobył po samotnym ataku szczytowym (wcześniej zrezygnował z wejścia na wierzchołek, aby pomóc w zejściu choremu Austriakowi).

   

Rok 2007 przyniósł wyprawę na zachodnią ścianę K2 określaną mianem jednego z „ostatnich wielkich problemów Himalajów”. Jej skład – oprócz Morawskiego – tworzyli Słowacy: stały już partner Hamor oraz wschodząca gwiazda himalaizmu, Dodo Kopold. Niestety, z powodu warunków pogodowych wspinaczom w ogóle nie udało się wejść w wymarzoną ścianę, zamiast tego w międzynarodowej ekipie spróbowali zaatakować drugi szczyt świata drogą Česena. Po trzydziestogodzinnej akcji osiągnęli 8000 m, ale na tej wysokości musieli rozpocząć odwrót. Zespół polsko-słowacki nie wrócił jednak z wyprawy z pustymi rękami, ponieważ wcześniej – w ramach klimatyzacji – wspinacze weszli na Nanga Parbat drogą Kinshofera.

    

Wiosną 2008 r. Piotr ponownie wyruszył na Annapurnę w towarzystwie Pustelnika, Hamora i Darka Załuskiego. Cel był równie ambitny: droga Gabarrou na zachodniej ścianie tej góry. Zaczęło się obiecująco – od sprawnego wejścia aklimatyzacyjnego na wysoki sześciotysięcznik Ama Dablam. Jednak Annapurna i tym razem nie okazała się łaskawa i czwórka himalaistów musiała w dramatycznych okolicznościach zawrócić z partii podszczytowych.

    

Latem tego samego roku Morawski z Hamorem znowu byli w Karakorum. Jak się łatwo domyślić, po raz kolejny ich cel był niezwykle ambitny – tym razem chodziło o dokonanie w stylu alpejskim trawersu Gaszerbrumów. Planu maksimum nie udało się zrealizować, ale wynik wyprawy należy uznać za bardzo udany: dwójkowy zespół dokonał trawersu Gaszerbruma I w stylu alpejskim, a później w tym samym stylu zdobył normalną drogą Gaszerbruma II.

    

Sezon 2009 Piotr miał rozpocząć kolejnym mocnym uderzeniem, bowiem następnym celem zespołu Morawski-Hamor było wytyczenie nowej drogi na słynnej zachodniej ścianie Manaslu. Niestety, 8 kwietnia podczas wspinaczki na Dhaulagiri, który był dla nich celem aklimatyzacyjnym, Piotr wpadł do szczeliny lodowcowej i mimo podjętej akcji ratunkowej, dzięki której udało się wydostać go z lodowych czeluści, zmarł. Polskie środowisko wspinaczkowe straciło największy w ostatnich latach talent, jaki pojawił się na scenie himalajskiej.

     

We wspomnieniu zamieszczonym po śmierci Morawskiego w magazynie "Góry" czytamy:

    

Piotrek stopniowo coraz wyżej stawiał poprzeczkę, którą mierzy się himalajskie wyczyny. Oczywiście, jak to w górach najwyższych – raz ją pokonywał, raz nieznacznie strącał, a innymi razy nie miał nawet okazji, aby na dobre spróbować i musiał odkładać wymarzone cele na później. Jedno było wszak pewne – coraz bliższa jego sercu była najbardziej ceniona „gra w stylu alpejskim”: działalność w małych zespołach składających się ze zgranych partnerów – takim jak ten, który tworzył z Peterem Hamorem czy Piotrem Pustelnikiem. Zapewne wróciłby także w góry najwyższe zimą – nie ma wątpliwości, że nadawał się do tego jak mało kto spośród światowej himalajskiej czołówki. Niestety, dziś pozostaje nam tylko domniemywać, co Piotrek osiągnąłby na każdym z pól, na których realizował swoje marzenia i ambicje”.

     

Piotr, którego ciało, na życzenie najbliższych, zostało w ukochanych przez niego Himalajach, osierocił dwójkę synków, Ignacego i Gustawa. Rodzina, przyjaciele i tłumnie zgromadzeni przedstawiciele środowiska ludzi gór pożegnali go podczas uroczystej mszy, która odbyła się 16 kwietnia 2009 r. w Warszawie. W czasie uroczystości himalaista został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi dla rozwoju polskiego himalaizmu oraz rozsławianie Polski w świecie.

     

[red.]