baner2018 5m

Tragedia na Ukajali

Ilość wyświetleń: 62350 - Dodano: piątek, 03 lutego 2012 09:24

Tragedia na Ukajali

Dramatyczna historia zaginięcia i śmierci małżeństwa polskich kajakarzy, Celiny Mróz i Jarka Frąckiewicza, odbiła się szerokim echem w środowisku podróżniczym i w polskich mediach. Wokół wydarzeń, które miały miejsce nieopodal peruwiańskiej osady Aririka 27 maja 2011 r., oraz na temat akcji poszukiwawczej, zorganizowanej dla wyjaśnienia, co stało się z Celiną i Jarkiem, narosło wiele kontrowersji i niedomówień. Warto wyjaśnić niektóre z nich

25 maja 2011 roku Jarek z Celiną dotarli do położonej nad rzeką Ukajali miejscowości Atalaya w Peru. Dzień później telefonicznie skontaktowali się ze swoimi rodzinami oraz zostawili na blogu wpis:


Dzisiaj rozpoczynamy splyw na Ukajali. Zobaczymy, jak bedzie nam szlo. Jezeli do osady Bolognesi doplyniemy w ciagu tygodnia, to damy rade dotrzec do Pucallpa w terminie.
Celinka i Jarek


To był ostatni znak życia, jaki dali. Na 20 czerwca mieli wykupiony lot powrotny do Polski, do samolotu jednak nie wsiedli.

Brat Celiny, Bogumił Mróz, zaniepokojony brakiem kontaktu z siostrą i szwagrem, z pomocą swojego syna sprawdza, czy Celina i Jarek nie zmienili wcześniej terminu rezerwacji biletów. Z linii lotniczych uzyskuje jednak informacje, że nic takiego nie miało miejsca, dowiaduje się także, że małżeństwo Polaków nie wsiadło na pokład samolotu, na który miało wykupione bilety.

Pomimo to Krystyna Knopa, przyjaciółka Celiny i Jarka opiekująca się ich blogiem, czeka na nich na lotnisku w Gdańsku. Gdy jest już pewne, że nie przylecieli, informuje o tym Bogumiła Mroza, który w tym czasie czeka już przed komisariatem policji. Mróz natychmiast zgłasza zaginięcie siostry i jej męża, a następnie przekazuje tę informację do Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych Itaka. Potem dzwoni do ambasady RP w Limie, przekazuje tam też droga mejlową zdjęcia zaginionych oraz podstawowe informacje mogące ułatwić ustalenie miejsca ich pobytu.

Po tym wszystkim Mróz prosi Bogdana Niestoruka z gdańskiej grupy TT, w której udzielali się Celina i Jarek, aby poinformował o ich zaginięciu przedstawicieli środowiska podróżniczego z Gdańska.

21 czerwca Michał Kochańczyk, gdański podróżnik zaprzyjaźniony z Celiną i Jarkiem, powiadomiony o zaginięciu małżeństwa kajakarzy, rozsyła do szerokiego kręgu odbiorców maila, w którym zawiadamia, że środowisko podróżnicze Wybrzeża jest zaniepokojone zniknięciem Celiny i Jarka, oraz prosi o pomoc i sugestie, jakie ruchy, poza naciskami na polskie służby dyplomatyczne, można podjąć dla wyjaśnienia, co się z nimi stało.

22 czerwca Tomasz Surdel, jeden z adresatów wiadomości Kochańczyka, mieszkający w Buenos Aires, pisze, że zasypywanie polskiego MSZ oraz ambasady mailami niewiele pomoże, bo instytucje te nie mają wielkiego pola manewru w takich sytuacjach. Deklaruje, że uruchomi swoje kontakty dziennikarskie (jest korespondentem „Gazety Wyborczej” w Ameryce Południowej) dla nagłośnienia sprawy zaginięcia Polaków w Peru.


Tego samego dnia Janusz Janowski, główny organizator Kolosów, których stałymi uczestnikami od wielu lat byli Celina i Jarek (m.in. w marcu 2011 roku Jarek Frąckiewicz otrzymał Nagrodę Specjalną Kolosów) proponuje zorganizowanie akcji poszukiwawczo-ratunkowej, dzięki której będzie możliwie ustalenie, co stało się z Celiną i Jarkiem, a być może nawet ich odnalezienie. Niezależnie od Janowskiego, kilka godzin później, propozycję wysłania kogoś do Atalaya, by sprawdził, czy Celina i Jarek rzeczywiście stamtąd wypłynęli, składa Piotr Chmieliński, wybitny kajakarz, członek grupy Canoandes’79, która odkryła i spłynęła kanion rzeki Colca w Peru, a także członek Kapituły Kolosów, który ponadto jako pierwszy przepłynął kajakiem całą Amazonkę, w tym, w listopadzie 1985 roku, odcinek poniżej Atalaya do miejscowości Aririka. Pyta Kochańczyka, czy nie zna kogoś, kto mógłby zrealizować taką misję, oraz deklaruje, że sam również będzie kogoś szukał.


Kochańczyk odpisuje Janowskiemu, że chciałby poczekać z podjęciem decyzji, co dalej robić, na opinie rodzin zaginionych,. Chmielińskiemu natomiast, w odpowiedzi na sformułowane przez niego we wcześniejszym mailu konkretne pytania dotyczące możliwych okoliczności zaginięcia, pisze, że Celina i Jarek najprawdopodobniej wypłynęli z Atalaya i nie dopłynęli do Bolognesi (następnej większej osady na trasie), oddalonej o około tydzień drogi, bo w przeciwnym razie na pewno powiadomiliby o tym, co się z nimi dzieje, ojca Celiny.


Rodziny zaginionych wyrażają zgodę zarówno na organizowanie akcji poszukiwawczej jak i na nagłośnienie sprawy w mediach. Komunikaty w prasie i na portalach internetowych pojawiają się jeszcze tego samego dnia.


Do pomysłu akcji poszukiwawczej odnosi się Surdel. Pisze, żeby, zanim podejmie się dalsze kroki, poczekać dzień-dwa na efekt już podjętych działań, czyli poinformowania peruwiańskiej policji oraz dziennikarzy. Pisze też, że skontaktował się z peruwiańskim dziennikarzem, który ma znajomych w Atalaya i oni sprawdzą, czy Celina i Jarek wypłynęli. Proponuje ponadto, że gdyby doszło do zorganizowania akcji w Peru, może się w nią włączyć, bo zna język i ma tam kontakty.

Następnego dnia zawiązuje się „grupa inicjatywna” złożona z przyjaciół oraz członków rodzin Celiny i Jarka, która koordynuje wszystkie podejmowane działania. Marzena Sztobryn ze Stowarzyszenia „Horyzont”, którego Celina i Jarek byli aktywnymi członkami, przygotowuje raporty z przebiegu poszukiwań.


Konsul RP w Limie, Dariusz Latoszek powiadamia Bogumiła Mroza o podjętych dotąd przez siebie działaniach – powiadomieniu peruwiańskiej policji i uruchomieniu kontaktów tamtejszej Polonii.

Również 23 czerwca Janowski zakłada na Facebooku stronę „Celina i Jarek zaginieni w Peru”. Staje się ona ważnym źródłem informacji dla mediów oraz wszystkich zainteresowanych sprawą oraz kanałem wymiany opinii. W szczytowym momencie ma dziennie dwa tysiące aktywnych użytkowników. Kilka dni później przekazuje administrowanie stroną rodzinie Celiny. Na stronie oraz w serwisie Kolosy.pl publikowane są materiały dotyczące nie tylko zaginięcia Celiny i Jarka, ale również ich podróżnicze sylwetki, opisy wcześniejszych dokonań oraz zdjęcia i filmy z wypraw, które odbywali na całym świecie. Wszystko po to, by zadbać o ich wizerunek i dobre imię w obliczu rosnącego zainteresowania mediów.

W piątek, 24 czerwca, Kochańczyk zwraca się do Surdela z pytaniem, czy ten miałby czas poprowadzić akcję poszukiwawczą w Peru z upoważnienia rodziny i przyjaciół zaginionych, o ile tylko uda się na nią zebrać odpowiednią sumę pieniędzy. O to samo pyta też Chmielińskiego oraz Andrzeja Piętowskiego, również wybitnego kajakarza, członka grupy Canoandes’79. Surdel odpowiada, że byłby w stanie podjąć się takiego zadania, i przedstawia szacunkowe koszty.


Na to Chmieliński deklaruje bezzwrotny przekaz kwoty 500 USD, by Surdel bezzwłoczne rozpoczął działania niezbędne dla przedsięwzięcia akcji poszukiwawczej, oraz dodatkowo pożycza w imieniu grupy Canoandes 2000 USD, które mają zostać zwrócone, jeśli na poszukiwania uda się pozyskać pieniądze też z innych źródeł. Łącznie Chmieliński przekazuje na konto Surdela 2500 USD. Dzięki temu akcja może się rozpocząć.


W tym samym dniu Stowarzyszenie Kajakowe „Wodniak” z Gdańska użycza swojego konta bankowego. Rozpoczyna się na nim zbiórka pieniędzy na sfinansowanie poszukiwań Celiny i Jarka. Wpłaty przyjmowane są pod hasłem „Ratunek - Peru”. O uruchomieniu zbiórki informuje od razu i zachęca do wpłat strona na Facebooku oraz serwis Kolosów.

Rośnie zainteresowanie mediów. W sobotę, 25 czerwca, informacja o zaginięciu Celiny i Jarka jest głównym newsem na portalu Gazeta.pl. Jest to wynik różnorodnych i zakrojonych na szeroką skalę działań podejmowanych przez „grupę inicjatywną”. Tworzą ją Bogumił Mróz (brat Celiny), Janusz Janowski*, Krystyna Knopa (prowadząca blog Celiny i Jarka), Marzena Sztobryn i Ewa Kontrowicz. Działania w Polsce koordynuje Michał Kochańczyk. Stałego wsparcia udzielają Piotr Chmieliński oraz Andrzej Piętowski (również znakomity kajakarz i, jako członek grupy Canoandes’79, odkrywca kanionu rzeki Colca), którzy przekazują Surdelowi swoje kontakty do wpływowych osób w Peru.

Prośba o wpłaty pieniędzy spotyka się z natychmiastowym odzewem. We wtorek, 28 czerwca, na koncie jest już 12 tys. złotych. 

Tomasz Surdel, który przyjmuje misję pokierowania akcją poszukiwawczą w Peru, realizuje ją na zlecenie rodzin i przyjaciół zaginionych oraz za pieniądze zebrane specjalnie na ten cel, nie zaś jako południowoamerykański korespondent „Gazety Wyborczej”, którym jest na co dzień. Przygotowując się do wylotu do Limy, ustala pierwsze informacje dotyczące okoliczności pobytu Celiny i Jarka w Atalaya pod koniec maja.

30 czerwca na jego konto przekazane zostaje 23 tys. zł zebrane na koncie „Ratunek – Peru” i Surdel wylatuje do Peru. Na lotnisku w Limie czeka na niego Mirosław Rajter, polski lingwista zajmujący się językami Indian. Surdel spotyka się z konsulem Latoszkiem i otrzymuje od niego list polecający, w którym ambasada RP prosi wszystkie osoby i instytucje o udzielenie pomocy w poszukiwaniach. W spotkaniu w ambasadzie uczestniczy też Rebecca Goznalez z Wydziału Osób Zaginionych Departamentu Dochodzeń Kryminalnych Narodowej Policji Peru, prowadzącego śledztwo w sprawie Celiny i Jarka. W ciągu kolejnych dwóch dni (weekend, 2-3 lipca) Surdel rozmawia też m.in. z polskim franciszkaninem, o. Jackiem Lisowskim, spotyka się ze znajomym Andrzeja Piętowskiego, Guillermo, byłym szefem Peruwiańskiej Federacji Kajakarstwa, a także zdobywa kontakt do szefa wywiadu peruwiańskiej Marynarki Wojennej. 

W poniedziałek (4 lipca) w nocy Surdel leci przez Tarapoto do Pucallpy, czyli do miejscowości, gdzie Celina i Jarek planowali zakończyć spływ. Na lotnisku czeka na niego znajomy Rajtera, Roland Suarez, Indianin Shipibo, również językoznawca oraz działacz ruchów autochtonicznych, który bezinteresownie zgodził się zostać przewodnikiem i tłumaczem w terenie. Jego pomoc okaże się kluczowa dla sprawy. W Pucallpie ustalają, jakie były dotychczasowe działania policji i próbują dotrzeć do osób, mogących mieć wiedzę o zaginionych Polakach. Surdel spotyka się też z generałem policji Orlando Del Aguila Cabanillasem i kontradmirałem Marynarki Wojennej Javierem Sotomayorem de Rutte, szefami swoich instytucji w departamencie Ukajali, gdzie doszło do zaginięcia Polaków. Tak relacjonuje przeprowadzone z nimi rozmowy:

Obiecali pomoc - zarówno ludzi, jak i sprzęt – pod warunkiem jednak, że będziemy partycypować w kosztach. A te są duże. Łodzie motorowe żłopią paliwo jak szalone - ok. 20 litrów na godzinę.


Rozmawialiśmy też o tym, co dotychczas zrobiły peruwiańskie służby i prawda jest taka, że niewiele. Dopiero w miniony weekend, gdy dowiedzieli się, że mam tu przyjechać, wysłali patrole w teren. Nie dowiedzieli się jednak niczego nowego. Jedynie potwierdzili, że ostatnim miejscem, w którym widziano Celinę i Jarka, jest Tahuania, w dystrykcie Bolognesi. Tam, zdaniem świadków, dobili do brzegu i Jarek wszedł do wioski, aby kupić kilka rzeczy do jedzenia. I tyle... Później już nikt ich nigdzie nie widział.


Zdaniem policji, marynarki i lokalnych przywódców indiańskich, rejon Tahuania jest bardzo spokojny. W ostatnim czasie nie było tam żadnych napadów ani kradzieży. Niebezpiecznie robi się dopiero znacznie dalej, przed Pucallpa. Tam rzeczywiście są piraci, zdarzają się rozboje, etc.


Zdaniem marynarki, mając na względzie to, co wiemy obecnie, najbardziej prawdopodobna jest wersja, że doszło do wypadku. Marynarze mówią, że na Ukajali zdarzają się wiry o średnicy 100-150 metrów, które czasem sprawiają poważne kłopoty nawet ich jednostkom - znacznie większym i wyposażonym w mocne silniki.
 

Surdel i towarzyszący mu Roland Suarez starają się też nagłośnić sprawę w lokalnych mediach, głównie w radio. Dzięki temu informację o zaginięciu pary Polaków zaczynają podawać w swoich programach lokalne rozgłośnie, nadające w językach Indian. Komunikat o prowadzonych poszukiwaniach zostaje też przekazany przez sieć radiostacji, którymi komunikują się wioski położone nad Ukajali.


Po dwóch dniach spędzonych w Pucallpie Surdel z Suarezem wylatują do Atalaya, gdzie w środę rano dołącza do nich Rajter. Dowiadują się, że miejscowa policja nie zrobiła dotąd praktycznie nic z braku środków. Od funkcjonariuszy i innych osób otrzymują rożne, sprzeczne informacje na temat Celiny i Jarka.

Przełom w poszukiwaniach następuje w czwartek, 7 lipca. Pod wpływem komunikatów radiowych nadawanych za sprawą zabiegów i kontaktów Rolanda Suareza na policję w Pucallpa zgłasza się wiarygodny świadek i z Pucallpy do Atalaya przylatuje z nim wieczorem tego samego dnia specjalny oddział policji. Wraz z miejscowymi policjantami oraz żołnierzami marynarki wojennej, na dwóch łodziach motorowych ruszają w dół rzeki sprawdzić sygnały, które zgłoszono na policję. Surdelowi i pozostałym członkom ekipy poszukiwawczej oficerowie nie pozwalają uczestniczyć w tym rejsie.

W piątek policja i wojsko wraca do Atalaya. Przywożą ze sobą rzeczy, które Surdel identyfikuje jako należące do polskich kajakarzy, oraz troje domniemanych świadków tego, co stało się z Celiną i Jarkiem. Z ich zeznań wynika, że Polacy zostali zamordowani. Na podstawie tego, co wtedy mówią, powstaje pierwsza wersja wydarzeń:

Zatrzymani prawdopodobnie nie są bezpośrednimi sprawcami, ale świadkami. I przy okazji członkami rodziny sprawców, bo osada, w której doszło do tragedii, jest bardzo mała i zamieszkana przez jedną dużą rodzinę. Ich zeznania są spójne. Wszystko wskazuje więc na to, że wypadki potoczyły się następująco: w piątek, 27 maja, 29-letni mieszkaniec osady Aririka odkrył wieczorem, że w zaroślach niedaleko jego chałupy Celina i Jarek rozbili namiot. Był pijany, poszedł ich przegonić. Gdy oni zwijali obozowisko, wrócił do chałupy po strzelbę i chwilę potem zaczął z niej strzelać do kajakarzy. Zbiegli się krewni. Zabójca wraz z kuzynem wrzucili zwłoki Polaków do rzeki. Kajak też zatopiono, część rzeczy wyrzucono do wody, inne mieszkańcy wioski rozdzielili między siebie. To, co policja znalazła, znajdowało się w kilku chałupach.


Surdel przekazuje Kochańczykowi informację o śmierci Celiny i Jarka, ten zaś powiadamia telefonicznie rodziny i osoby zaangażowane w poszukiwania. Do Surdela dzwonią następnie Chmieliński i Janowski. Ten drugi prosi go, by informacja nie dostała się do mediów, zanim ktoś osobiście nie powiadomi ojca Celiny, co może nastąpić dopiero następnego dnia wieczorem. Surdel odpowiada, że informacji nie uda się utrzymać w tajemnicy, bo policja na pewno przekaże ją peruwiańskim mediom. Surdel informuje też o tym, co się stało, konsula Latoszka.

Informacja o zamordowaniu Polaków przedostaje się do mediów. W sobotę rano (9 lipca), potwierdzona przez rzecznika MSZ, jest głównym newsem portalu Gazeta.pl. W artykule, jako prawdopodobną przyczynę tragedii, wymienia się mit o białych porywaczach Indian, których obawiają się mieszkańcy wybrzeży Ukajali (mit Pishtaco).

To właśnie w sobotę, 9 lipca, powstaje najwięcej przekłamań i powielone zostają fałszywe informacje dotyczące rzekomego nieprzygotowania Celiny i Jarka do wyprawy do Amazonii oraz tego, w jakim stopniu zawinili sytuacji, w której się znaleźli. W popołudniowym programie TVP Info występuje Beata Pawlikowska i mówi o nieodpowiedzialności Polaków oraz błędach, które musieli popełnić Celina i Jarek, rzekomo prowokując Indian. W trakcie rozmowy z nią, następuje też telefoniczne połączenie z Surdelem. Kierujący akcją poszukiwawczą w Peru powtarza informacje o micie Pishtaco oraz dodaje, że przyczyną tragedii mogło być też np. rozbicie przez Celinę i Jarka biwaku bez uzyskania zezwolenia od mieszkańców wioski. Kwestię błędów polskich kajakarzy akcentuje też konsul Latoszek, m.in. na facebookowym forum serwisu tierralatina.pl (redagowanego przez Surdela).

Tego samego dnia w Atalaya odbywa się kongres liderów rdzennych plemion indiańskich. Jako goście uczestniczą w nim również Surdel i Rajter. Zabójstwo Celiny i Jarka jest jednym z głównych tematów. Mordercy zostają potępieni w oficjalnym komunikacie podpisanym przez przewodniczącego Komisji Organizacyjnej Kongresu Ashaninka, Carlosa Vásqueza Vásqueza.

W niedzielę, 10 lipca, Pawlikowska powtarza swoje szkalujące Celinę i Jarka interpretacje w wielu mediach, m.in. w telewizji TVN24.

Pod koniec dnia Surdel wysyła do wglądu „grupie inicjatywnej” artykuł, jaki przygotował o wydarzeniach nad Ukajali dla „Gazety Wyborczej”. W towarzyszącej tekstowi dodatkowej ramce powtarza informacje o błędach, jakie w relacjach z Indianami, popełnili polscy kajakarze. 

Artykuł ukazuje się w poniedziałkowym wydaniu gazety. Przez cały dzień polskie media, bazując również na informacjach z mediów peruwiańskich, podają informacje o przebiegu wydarzeń nad Ukajali, przyjmując kilka scenariuszy. W tym czasie Surdel uczestniczy już w Aririce w wizji lokalnej z udziałem jednego z domniemanych sprawców, którego w niedzielę zatrzymała indiańska milicja ze wspólnoty Tahuarapa. W sprawie następuje kolejny przełom.

40-letni Roger Mauricio Ruiz przyznaje się, że to on zabił Jarka, Celinę natomiast zamordował jego 24-letni kuzyn, Fredy. Co najważniejsze jednak, do morderstwa nie doszło podczas biwaku, bo Polacy w ogóle biwaku nie rozbili. Zabójcy działali z premedytacją i zastrzelili Polaków przepływających w kajaku, mierząc do nich z bliskiej odległości, z łodzi, po to, by następnie dokonać rabunku.

Do Polski Surdel przekazuje te informacje we wtorek, po tym, jak zostaje przesłuchany przez peruwiańskiego sędziego. Wcześniej, ale również we wtorek, gośćmi programu „Pytanie na śniadanie” w TVP2 są Beata Pawlikowska i Michał Kochańczyk. Kochańczyk bierze w obronę Celinę i Jarka i zdecydowanie dementuje informacje o błędach, jakie mieli rzekomo popełnić.

W środę, 13 lipca, Surdel i Rajter wracają znad Ukajali do Limy. Udzielają wywiadów dwóm największym stacjom telewizyjnym, w których informują o przebiegu wydarzeń, jaki ostatecznie udało się ustalić: że Celina i Jarek zginęli zamordowani na rzece, dla rabunku, strzałami z bliskiej odległości oddanymi z łodzi. Surdel podaje też najnowszą wersję wydarzeń w telefonicznej rozmowie z TVP Gdańsk dla „Panoramy”. Podczas pobytu w Limie wydatnej pomocy logistycznej udziela Surdelowi i Rajterowi Jacek Klisowski, polski dziennikarz i działacz społeczny mieszkający w Peru, przez cały czas trwania poszukiwań zaangażowany w mobilizowanie peruwiańskich mediów do informowania o sprawie.

Z powodu awarii swojego komputera Surdel przez kilka dni nie przesyła do Polski pisemnej relacji z finału akcji poszukiwawczej, w związku z czym w „Gazecie Wyborczej” artykuł zawierający ostatecznie ustaloną wersję wydarzeń ukazuje się dopiero w sobotę, 16 lipca. Dopiero wtedy do opinii publicznej przebija się informacja, że Celina i Jarek nie popełnili błędów, o których mówiła m.in. Pawlikowska, bezpodstawnie zarzucając im brak przygotowania i znajomości lokalnych zwyczajów. Tego samego dnia Surdel publikuje też swoje sprawozdanie w portalu tierrlatina.pl.
 

Po artykule w „Wyborczej” sprawą Celiny i Jarka na nowo interesują się media. W ciągu następnego tygodnia, w środę, 20 lipca, w tygodniku „Polityka” ukazuje się artykuł Ryszardy Sochy rzetelnie opisujący przebieg wydarzeń nad Ukajali oraz akcji poszukiwawczej.


Z kolei na początku sierpnia raport o poszukiwaniach publikuje magazyn „Traveler”. Autorem tekstu jest Tomasz Surdel. Redaktorzy czasopisma nadają przygotowanemu przez niego artykułowi niefortunny tytuł „Odkryłem tajemnicę ich śmierci” za co Surdel przeprasza „grupę inicjatywną” w mailu wysłanym 10 sierpnia. Kilka dni później przesyła też rozliczenie wydatków, jakie poniósł, realizując zleconą mu misję (podmiotem odpowiedzialnym za rozliczenie wszystkich pieniędzy zgromadzonych w trakcie zbiórki jest Stowarzyszenie Kajakowe „Wodniak” z Gdańska, które użyczyło swojego konta na czas trwania akcji). 

Akcja poszukiwań Celiny i Jarka była przedsięwzięciem bez precedensu. Dzięki mobilizacji, sprawności i hojności polskiego środowiska podróżniczego w krótkim czasie udało się ustalić prawdę o losie gdańskich kajakarzy. Tragiczną, ale przecież jeszcze straszniejszą byłaby niepewność i brak jakiejkolwiek informacji o tym, co się z nimi dzieje lub działo. Sama z siebie peruwiańska policja z pewnością nie miałaby dość determinacji, żeby wyjaśniać sprawę.


Poszukiwania Celiny i Jarka zostały przeprowadzone oddolnie, bez oglądania się na pomoc państwa i służb dyplomatycznych.
Okoliczności, w jakich doszło do zabójstwa Celiny i Jarka, od chwili ustalenia pierwszej wersji wydarzeń wykluczały możliwość odnalezienia ich ciał, a tym samym sprowadzenia ich do Polski i pochowania. Mordercy wrzucili zwłoki Polaków do Ukajali, a od momentu, gdy to zrobili do chwili, w której sprawa wyszła na jaw, minęło blisko półtora miesiąca. 


Msza święta w intencji zmarłych Celiny Mróz i Jarosława Frąckiewicza odbyła się 14 lipca 2011 roku w kościele św. Mikołaja w Gdańsku.

[pt]

 

 Tekst powstał w oparciu o korespondencję mailową członków "grupy inicjatywnej". Uwzględnia wszystkie zgłoszone uwagi, m.in. Bogumiła Mroza (brata Celiny) i Tomasza Surdela. Janusz Janowski opuścił "grupę inicjatywną" 8 września 2011 r. Powodem jego odejścia Janowskiego była rozbieżność zdań pomiędzy nim a częścią "grupy inicjatywnej" co do wykorzystania pozostałych po akcji środków finansowych. Zdaniem Janowskiego środki powinny zostać wykorzystane na pomoc prawną w Peru.


[red.]


Czytaj także: Filozofia pozytywnego podróżowania