Gdy ruszał w drogę (kiedy to było?), miał w głowie zarys planu podróży, a w kieszeni trochę banknotów. A do tego silne przekonanie, że chcieć, to móc. Co z tego wyszło? Zazwyczaj było wspaniale, lecz nie brakowało też momentów grozy i zwątpienia. W Indiach, spływając tratwą po Gangesie, mijał unoszące się na wodzie ludzkie zwłoki. W Laosie spał w kurnych chatach i próbował, jak smakuje zupa szczurowa. Remontował dom w Australii, samotnie maszerował przez tydzień dżunglą na Borneo, a na koniec – pierwszy raz od czterech lat! – wsiadł na swój wysłużony, dziesięcioletni rower, który rodzina przysłała mu do Kapsztadu, i dojechał nim do Europy. W sam raz na Wigilię 2011 był w domu.



pobierz skrócony program




